Przyczajony znak, ukryty font

P

Krągła i smukła, dominująca i uległa, trywialna i erudycyjna, misz i masz… Czcionka (nośnik znaku drukarskiego, font – anglicyzm, plik komputerowy, zawierający rodzinę krojów, pismo cyfrowe – oba terminy jednak przyjęte są przez społeczeństwo do określenia zjawiska jakim jest Typografia komputerowej, dlatego też korzystamy naprzemiennie – niezupełnie poprawnie – z obu tych pojęć) prawdę Ci powie; jest, bowiem, źródłem wiedzy o kulturze – nie tyle samej marki – ile o kulturze w ogóle. Współczesna litera nadal jest skutecznym środkiem komunikacji, integrującym użyteczność (przejrzysta prezentacja komunikatów) i ekspresję; jest nieco żywa, pełna indywidualizmu przez co możliwości i warianty jej wyboru są dość swobodne. Taki pluralizm determinuje warianty społecznego rozumienia i akceptacji szeregu stylów i kierunków Typografii.

Wygląd ma znaczenie

U podstaw rzeczowego przekazu treści każdego opracowania leży estetyczna forma jego notacji. Strukturę tę określa font/czcionka/krój pisma. Niezależnie od tego czy tekstem, nad którym pracujemy jest logo, strona internetowa, banner czy lista zakupów – Jej Wysokość Typografia przesądza o jego czytelności (a w przypadku identyfikacji wizualnej – definiuje również symbolicznie wartości wyznawane przez firmę), lekkości, czy powadze. To odpowiednio dobrany krój pisma osłabia albo wzmacnia siłę przekazu, dyktuje sposób odbioru i ilustruje cały koncept. Przypadkowa selekcja fontu zniszczy nawet najlepiej napisany technicznie tekst. Dlatego na projektancie ciąży obowiązek doboru i analizy każdego używanego kroju – osłabić ciężar tekstu, albo nie osłabić – oto jest pytanie…

Często przez złe rozpoznanie staczamy się na margines designu, bo dla większości odbiorców skrajnie odbiegający od ogólnej idei, przestarzały czy użyty bez uzasadnienia font jest zwyczajnie brzydki. Czasami jednak jest to pewien sposób wyrażenia się artysty – koledzy po fachu lubią analizować tego rodzaju ekscesy pod kątem doboru kolorów czy łączenia krojów.  Ale jeżeli nie rozmawiamy o projektowaniu, jeżeli się go nie uczymy i nie staramy zrozumieć – jawnie podpisujemy wyrok na inercyjne i mechaniczne dublowanie znanych już wzorów.  Z drugiej strony jednak, jeśli czujemy się artystami aż zanadto, nikt nas nie rozumie, a projektujemy w Wordzie – porzućcie nadzieję wszyscy, którzy myślicie o projektowaniu…

…bo wskrzesicie typopolo

Projektowanie użytkowe nie jest obszarem – i nigdy nie było – w którym projektant może puścić wodzę fantazji i działać bez zahamowań. A pierwszy ukłon jaki powinieneś uczynić w stronę użytkowego designu to usunięcie z biblioteki fontów, wdzięcznego i radosnego, ale jakże popularnego Comic Sansa, który, mnie przynajmniej, stawia wobec szeregu pytań o kulturę i inteligencję wizualną – gdzie użyteczność dla społeczności? Czy istnieje w przestrzeni publicznej gust i dobry język wizualny? Jak, Wy, fanatycy Comic Sansa, definiujecie etos rzemieślnika-projektanta? I w końcu: jak żyć? Jak żyć w świecie, w którym litera jest dobierana przypadkowo, jakby po omacku? W świecie, w którym zza każdego rogu, przyczajony Comic czeka aby skoczyć odbiorcy do gardła?

„TypoPolo” to kuriozum estetyczne, określające amatorskie reklamy i szyldy małych firm, które funkcjonowały w przestrzeni publicznej w latach 90, i pewnego rodzaju nieporadność i brak gustu projektantów-laików. Brata ze sobą to co na ogół idzie w opozycji – kicz, amatorszczyznę, wulgaryzm z autentycznością i bezpośredniością. Dziś, w związku z rozwojem i profesjonalizacją usług projektowych i zmianą wzorców, stylistyka TypoPolo niemal całkowicie zanikła (chwała Ci Panie!), jednak już na zawsze pozostanie zapisana na kartach historii polskiego designu, jako część tożsamości wizualnej.

Jaki jest font – każdy w…

…róć! Font jest swoistym elementem projektu, na który każdy patrzy, jednak nie każdy widzi. Funkcjonuje w nas niby pewna świadomość wyboru kroju pisma, bo każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu podejmuje się tego ważnego zadania podczas, chociażby, pisania CV, szybkiej notki czy wyboru przewodniej czcionki naszego smartfona. Ale czy faktycznie społeczna przytomność w tej dziedzinie jest na tyle wystarczająca, aby przewidzieć odbiór końcowy projektu? Jak to jest, że taki detal niesie za sobą taką siłę oddziaływania na odbiorcę?

Logotypy marki Jeep wyrażone przy użyciu różnych fontów.

Przyjrzyjmy się znakowi Jeep’a. Zbudowany z Helvetici ma statyczną, stabilną, bezszeryfową formę, która czyni ją plastyczną, a zarazem niezwykle czytelną niezależnie od rozmiaru (takim też krojem reklamują się m.in. The North Face, Microsoft, Panasonic, Toyota, czy BMW). Wszystkie dodane wersje dają wyraźnie znać, że to zupełnie nie to na co czekamy – krój jest albo za cienki (nieodpowiadający skojarzeniom z marką – stabilność, bezpieczeństwo, dynamika), albo nieproporcjonalny, czy zbyt rozstrzelony, jakiś niespójny z naszą wizją, ani ze sobą wzajemnie.

Nie samym fontem…

Nie bez znaczenia jest opatrzenie znaku i jego wcześniejsza promocja, które odbijają się teraz echem – nawet laik jest w stanie dostrzec kształt czy różnorodność liter w poszczególnych wersjach oraz wskazać poprawny wariant. No ale czy Wam też powtarzano, że liczy się jedynie wnętrze? To bzdura! Bzdura jak mało która! Nie mamy prawa trwać w przekonaniu, że kolor i kształt nie mają znaczenia – są, bowiem, nieodzownym elementem brandu, bez nich cała identyfikacja wizualna zatraciłaby się w nicości, a rozpoznawalność odeszła do lamusa. Ale i bez koloru znak powinien zawsze dobrze się prezentować – pod względem czysto wizualnym, jak i czytelności i spójności kroju z tematyką brandu – nie dobierzemy szalonego Comica do logotypu Jeep’a (nie robię tego nawet w celach naukowych!) – chyba, że nie widzisz w tym nic złego, ale wówczas – Twoja kariera zakończy się szybciej niż się zaczęła. I dobrze Ci tak!

Graficzna gra słowna

Wybór kroju pisma nie kończy się na logotypie. To początek zabawy z fontami i łączeniem ich w pary, nadawaniem kolorów i przezroczystości. Dobra typografia może uratować ideę, służyć jako element graficzny, np. w reklamie, czy na stronie internetowej – nową funkcją zwrócić uwagę konsumenta – odróżnić bezmyślne rzucanie okiem czy przewijanie stron, od faktycznego zainteresowania i dogłębnej analizy kompozycji. Sam pomysł zawsze zainteresuje bardziej niż statyczny, ograniczony do stocków baner z hasłem reklamowym napisanym przypadkowym fontem.

Do it like a boss!

Świetne kampanie reklamowe w tej materii prowadzi IKEA (ale i Amnesty International, Nike, ChupaChups, czy McDonald), która swoimi minimalistycznymi kompozycjami, złożonymi w zasadzie często wyłącznie z tekstu, zmusza odbiorcę do wgłębienia się w plakat – słowa zawierają wszystkie potrzebne litery, jednak, żeby uzyskać odpowiednie zestawienie tych znaków trzeba fachowo „złożyć” przedmiot (1).
Spotkałam się także z propozycją plakatu typograficznego będącą rzutem architektonicznym pomieszczenia (2). Czyż taka forma nie zmusza nas do interakcji z marką? Czy nie przystaniemy na ulicy widząc taką reklamę? Ja się zatrzymam, i to wcale nie tylko przez zboczenie zawodowe, a czystą, ludzką ciekawość. Działa? Działa!

1
2

Co dalej z tym fontem zrobić?

Najlepiej, jeśli porzucisz Worda na zawsze w kwestii czystego projektowania, a obowiązek doboru fontów i ich zestawień pozostawisz profesjonaliście – w tym temacie, sprawuje nad Tobą bezwzględną dyktaturę – poza spojrzeniem czysto projektowym i estetycznym – posiada zbiór fontów i ich licencji, które zna jak własną kieszeń, i które to obronią Cię przed ordynarnymi i banalnymi krojami, nie wzbudzającymi już żadnych uczuć ani wrażeń. Ale na co zwrócić uwagę, jeśli jednak chwilowo jesteśmy zmuszeni poradzić sobie bez pomocy?

1. Czytelność jest złotem

Najważniejsza jest merytoryka i czytelność przekazu – niezależnie od nośnika na jakim go prezentujemy, oszczędzajmy sobie zbędnych ozdobników i kiczowatych zawijasów (chyba, że tego wymaga sama idea). Ale nie bez znaczenia jest co projektujemy. Jeśli zajmujemy się wizytówką, która będzie drukowana, a jej powierzchnia jest niewielka, a co za tym idzie – tekst musi być przejrzysty – nie pchajmy się tutaj w harce z czcionkami przeznaczonymi dla monitorów – domyślna w moim edytorze Tahoma jest złym pomysłem. Alternatywą może być chociażby Calibri (jeśli nie masz wyższych aspiracji), albo nieśmiertelna Helvetica czy Arial – ich forma pozostanie wyraźna, nawet podczas mocnego skalowania.

2. Wydźwięk projektu

Eksperymentowanie z radosnym krojem w hiobowym kontekście nigdy nie będzie korzystne. Nawet jeśli chcemy wywołać kontrowersję – zawsze wyjdzie tandetnie, dlatego najlepiej w niepewnych sytuacjach używać krojów neutralnych, lub sprawdzonych.

3. Font też może być źle zaprojektowany

Wybór kroju jest o tyle trudny, że sam w sobie nie musi być idealnie czytelny. To, że na wizualizacji czcionka, którą wybieramy wygląda przejrzyście, nie oznacza, że tak właśnie będzie, kiedy zaadaptujemy ją do naszego tekstu. O nieodpowiednim projekcie znaków w kontekście całości świadczą np. nierówne wydłużenia, zbyt duży kerning, różne wysokości znaków, czy nieprzemyślane światła międzywyrazowe – wtedy konieczna jest już wyłącznie ingerencja manualna.

Więc jak żyć?

Jej Wysokość rozpoczyna swoją lepszą, dojrzalszą kadencję (miejmy nadzieję, że dożywotnio) i zaczyna mieć coraz więcej do powiedzenia. Zatrzymujmy się więc na polskich ulicach, słuchajmy co ma nam do zaoferowania, bo TypoPolo, choć niegdyś popularne jak grzyby po deszczu, dziś chyli się już ku upadkowi, a zza rogu wyłaniają się, już nie Comic Sansy, a ciekawe, odważne projekty. Interesujmy się Typografią i jej użytecznością, uczmy się jej i starajmy rozumieć. Jest, bowiem, jedną z tych niw, o których, nawet jeśli wszystko wiemy, warto czytać i rozmawiać, nawet wielokrotnie, zwłaszcza w zmieniających kontekst wypowiedziach. Nie podpisujmy wyroku na polski design, wystarczy to co dotychczas zapisało się w historii sztuki użytkowej. Projektując plakat festynu w Wordzie – rób to z pewną dozą inteligencji wizualnej, bo w sztuce nigdy nie ma miejsca na przypadki, a projektowanie użytkowe jest Sztuką przez wielkie s. Tu wszystko ma swoje miejsce, nawet to na co patrzysz, a czego wcale nie widzisz. Pozornie ukryte detale i amatorskie fonty czają się na każdym kroku, aby utrzeć nam nosa i wpędzić w poczucie winy. Długi czas im się udawało… A co teraz? Czy powrócą, by wydrapać nam oczy?

Typografia – słowniczek pojęć

Kończąc artykuł postanowiłam podzielić się czymś użytecznym, co pozwoli na rozszerzenie wiedzy typograficznej w polskich źródłach. Poniżej przedstawiam kilka podstawowych pojęć, które wykorzystuje się na co dzień w typografii.

Antykwa – pismo oparte na alfabecie łacińskim, dominanta wśród słowa drukowanego.
Kapitaliki – znaki o wyglądzie wersalików i wielkości minuskuł.
Wersaliki – wielkie litery.
Minuskuły – małe litery.
Cyfry nautyczne/mediewalne/tekstowe – znaki cyfr arabskich, projektowane tak, by ich wielkość nie odróżniała się od minuskuł.
Wydłużenie dolne – element „wystający” minuskuły w kierunku dolnej krawędzi linii pisma (np.: p, y).
Wydłużenie górne – element „wystający” minuskuły w kierunku górnej krawędzi linii pisma (np.: h, k).
Krój dziełowy – krój przypisany głównej partii tekstu w utworze
punkt typograficzny – ok. 0,35 mm.
Apertura – przerwa w obrębie znaku (np.: a, e).
Pole znaku – prostokątna powierzchnia zajmowana przez znak.
Brzuszek – zaokrąglony element litery.
Światła międzywyrazowe – odległości między wyrazami.
Kerning – regulowanie odległości między parami znaków.
Tracking – gęstość składu, równomierne odsuwanie lub przybliżanie do siebie znaków w skali całego tekstu.
Oko/punca – wewnętrzna, wolna przestrzeń znaku (np.: d, o).
Wysokość x – odległość między liniami bazowymi tekstu, obejmująca znak bez wydłużenia dolnego i górnego (x jako reprezentant).
Linia bazowa pisma – linia dolna, do której przylegają litery.

Hej! A jak Twoje wyczucie estetyki i znajomość fontów? Pożegnałeś już Comic Sans (czy nadal trwasz w grzechu ciężkim)?

Do kliknięcia:

  • http://type.method.ac/
  • http://www.ironicsans.com/helvarialquiz/
  • http://ilovetypography.com/ifontgame/
  • https://www.tothepoint.co.uk/us/fun/i-shot-the-serif/

Najnowsze wpisy

Polub nas!